LUMEN 2025: Zalogowani, ale czy obecni? O bliskości w nauczaniu na odległość
19 grudnia 2025 6 min czytaniaKonferencję LUMEN 2025 zakończyła dyskusja o jednym z najważniejszych, a jednocześnie najtrudniejszych wyzwań edukacji zdalnej – budowaniu autentycznego poczucia obecności, zaangażowania i relacji w przestrzeni wirtualnej. Moderatorem panelu była Judyta Kotarba, Kierownik Centrum Nowoczesnej Edukacji Collegium da Vinci. Głos w dyskusji zabrały:
- Joanna Mytnik, Liderka zespołu Centrum Nowoczesnej Edukacji, Politechnika Gdańska,
- Dr Edyta Sadowska, Wykładowczyni akademicka, Uniwersytet Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie,
- Anna Warda-Ritzen, Ekspertka w obszarze kształcenia zdalnego, PCG Academia,
- Iwona Wieczorek, Dyrektor zarządzająca, e-learning.pl.
CO BIOLOGIA MÓZGU MÓWI NAM O PROJEKTOWANIU KSZTAŁCENIA ZDALNEGO
Kształcenie na odległość pod kątem biologii mózgu omówiła Prof. Joanna Mytnik. Jak opowiadała prelegentka, nasz mózg wyewoluował, aby reagować na emocje i zarządzać relacjami społecznymi. Emocje są jak system decyzyjny, który bardzo szybko mówi nam, w jaki sposób reagować. Kiedy mamy kontakt twarzą w twarz i innych ludzi wokół, łatwo dostrzegamy stany emocjonalne i reakcje, a nasz mózg, nieświadomie dla nas, ciągle skanuje otoczenie w poszukiwaniu przekazów niewerbalnych.
O ile w nauczaniu synchronicznym możemy jeszcze widzieć swoje twarze przez kamery, o tyle w asynchronicznym człowiek jest nieobecny w procesie nauki. Pojawiają się problemy z emocjami i zaangażowaniem. Czemu emocje mają znaczenie w nauczaniu?
Głównym elementem układu emocjonalnego w mózgu jest ciało migdałowate, które leży tuż obok hipokampu – struktury odpowiadającej za pamięć. Brak wzbudzenia emocjonalnego utrudnia hipokampowi tworzenie śladów pamięciowych, co oznacza, że student nie będzie uczył się efektywnie.
A rola relacji? Homo sapiens jest gatunkiem stadnym. Polegamy na sobie w obszarze bezpieczeństwa – obserwujemy się nawzajem i wymieniamy informacje. Na zajęciach online jesteśmy pozbawieni stada, brakuje nam przekazu od naszej grupy.
ZWIĘKSZANIE POCZUCIA OBECNOŚCI RAZEM NA ZAJĘCIACH ONLINE
Wiemy już, że kursy online trzeba tak projektować, żeby wzbudzać emocje i zapewnić kontakt z człowiekiem. Z punktu widzenia biologii mózgu projektując kursy musimy zapewnić studentom poczucie bezpieczeństwa, przynależności (wyraźne powiedzenie „widzę cię, jesteś częścią grupy”), ciekawości (zachęta do eksplorowania), autonomii (danie wyboru jak, kiedy i czego się uczy) i rozwoju (uwidocznienie postępów).
Zdaniem Prof. Joanny Mytnik, nawet w kursach do samodzielnej pracy można wprowadzić obecność wykładowcy przez np. forum czy dostępność kontaktu z prowadzącym. Inny sposób to peer reviewing – uczestnicy kursu wymieniają się swoimi pracami oraz nawzajem je oceniają. Ponadto wprowadzenie do kursu musi być nagraniem konkretnej osoby zapraszającej do nauki, aby uczestnik miał w głowie obraz np. wykładowcy, jego mimiki i gestykulacji.
Swoimi doświadczeniami podzieliła się również Anna Warda-Ritzen. Podczas zajęć synchronicznych, mówiła reprezentantka PCG, najlepiej, by wszyscy włączali kamery i mogli się widzieć, co bardzo pomaga budować poczucie wspólnoty. Do pokazywania obecności, bycia tu i teraz razem, można wykorzystywać nawet najprostsze elementy, jak chociażby reakcje – kliknięcie w klasyczną „łapkę w górę” lub inną emotikonę. Szereg narzędzi umożliwia też zdalną pracę w podgrupach i wspólne rozwiązywanie zadań. Dobre rezultaty przynoszą także różnego rodzaju sondy i ankiety w czasie zajęć.
Jak podkreśliła Anna-Warda-Ritzen zadania grupowe i podział na zespoły sprawdzą się również w przypadku nauczania asynchronicznego. Ciekawą praktyką, choć chyba mało popularną w Polsce, jest wspomniane wcześniej współocenianie przez studentów na zasadzie peer-to-peer. Prelegentka przyznała, że jest fanką rubryk oceny, czyli jasnego przedstawiania studentowi, na jakim etapie nauki jest. Studenci widzą, po co robią dane zadanie, co buduje poczucie sensu i postępów.
Tworzenie rubryk jest bardzo pracochłonne, ale są narzędzia, które na podstawie wprowadzonych przez wykładowcę zadań mogą automatycznie wygenerować rubryki. Dodatkowo na podstawie takiej rubryki narzędzie jest zdolne przekazać informację zwrotną do studenta. Warto też zamiast pisemnej informacji zwrotnej przygotować je w formie audio-wideo.
ILE TECHNOLOGII POTRZEBUJEMY W EDUKACJI?
Dr Edyta Sadowska obserwuje, że po latach pogoni za nowinkami zaczynamy wreszcie zadawać pytania, po co nam te technologie. W ciągłym poszukiwaniu nowego, towarzyszy nam strach przed brakiem wiedzy i zrozumienia narzędzi, jak i przed mainstreamowymi narracjami, jak np. że nasze miejsce jako wykładowców przejmą boty. Dziś wciskamy hamulec w tych poszukiwaniach.
Najistotniejsze zdaniem Dr Edyty Sadowskiej jest zrozumienie, że żyjemy w „epoce totalnie liminalnej”. To, co było, zaczyna się wyczerpywać i nie mamy jeszcze odpowiedzi ani nawet słów, by opisać, jak będzie wyglądać nasza przyszłość. To, co do tej pory działało, przestaje funkcjonować, co wymaga od nas nowych sposobów myślenia, także o technologii.
„Transformacja cyfrowa, także w obszarze edukacji, to nie jest włożenie nowej technologii do starej maszyny. To jest zatrzymanie się i zbudowanie nowego ekosystemu współpracy, który nie jest tylko technologią, ale który jest kooperacją miedzy osobami uczącymi się, między wykładowcami, ludźmi, który projektują kursy, i technologią” – podkreśliła prelegentka.
Musimy zadać sobie pytanie, po co nam technologia, radzi Dr Sadowska. Nie możemy funkcjonować tylko na hypie i dokładać kolejnych technologii do edukacji bez zastanowienia się w jakim celu. Tym, czego potrzebujemy od technologii, jest wartość dodana. Innowacja nie musi być od razu łazikiem na Marsa, może być mikrorytuałem, który czyni zmianę.
W podobnym duchu wypowiedziała się Iwona Wieczorek. Obserwując dydaktykę uczelnianą i sferę biznesu, prelegentka dostrzega, że często technologia zaczyna przesłaniać nam sens działań. „Czasem spotykam się z klientami, którzy mówią: (…) pokażcie mi coś nowego, wprowadźcie mi coś, czego ja jeszcze nie mam. I nie ma takiej refleksji, po co jest nam ta technologia” – mówiła Iwona Wieczorek.
Jej zdaniem technologii w procesach edukacyjnych jest za dużo. Zdarza się nam „upychać” technologię tam, gdzie nie jest konieczna i gdzie nie robi różnicy w przyswajaniu wiedzy. Czasem zamiast wszystkich tych technologii – VR, AR, AI – wystarczy zacząć od „dobrze sprofilowanego PDFa”, mówiła prelegentka. Przed wdrożeniem jakiegokolwiek narzędzia, musimy dobrze się zastanowić, do czego i jak chcemy je wykorzystać.
Iwona Wieczorek podkreśliła, że w procesie projektowania powinniśmy się przede wszystkim skupić na użytkowniku i dopiero później myśleć, co może wesprzeć technologia. Technologa nie buduje więzi, potrzebujemy dużej dozy empatii do użytkownika. Często brakuje przeniesienia skupienia z rozwiązania na osobę, która z niego korzysta. Należy zadać pytanie o to, co frustruje osobę po drugiej stronie ekranu i jak zbudować z nią połączenie i bliskość. Czasem wystarczy po prostu zapytać studenta, jak on się z tym wszystkim czuje.
Co do AI, Iwona Wieczorek uważa, że jesteśmy na etapie „racjonalizacji hype’u” sztuczną inteligencją. Jak powiedziała, sama była „nabuzowana” tą technologią, ale teraz widzi, że AI nie zrobiła większej rewolucji u jej klientów. Projektując e-learning prelegentka korzysta z elementów sztucznej inteligencji, ale nie zastąpiła ona ani metodyków, ani własnej refleksji.